Dyskusja o lasach
Klimat, ekosystem, leśnictwo
Pogrzeb procesu pilotażowego wyznaczania lasów społecznych - Czyli jak zrobić tak, żeby nic nie zrobić, na dodatek cudzymi rękami
Anna Kalina-Gagnelied, Marcin Pańków - Inicjatywa Las Młochowski
Kurz po naszej lokalnej kampanii wokół Planu Urządzania Lasu powoli opada. Pora wrócić do innych tematów, a tych nie brakuje – przede wszystkim wypada niestety zdać relację z nowych wydarzeń wokół procesu pilotażowego Ministerstwa Klimatu i Środowiska, przy którym kiedyś nieźle się napracowaliśmy, wraz z okolicznymi samorządowcami.
Piszemy „niestety” bo temat jest strasznie zawikłany, a przede wszystkim coraz bardziej przygnębiający - ale trzeba korzystać i z takich doświadczeń, aby uczyć się wyciągać wnioski na przyszłość. Małe sprawozdanie należy się też przez szacunek dla zaangażowanej w proces pilotażowy MKIŚ ogromnej wspólnej energii ludzi – debatujących miesiącami w ministerstwie a potem po urzędach wojewódzkich i w nadleśnictwach o tak zwanych lasach społecznych.
Co się wydarzyło?
Na początku maja pilotaż został wznowiony po długiej pauzie. Odbył się webinar na którym poinformowano nas jak proces ma dalej wyglądać pod nadzorem zewnętrznej instytucji (Instytut Ochrony Środowiska). I jaka jest ostateczna treść ramowych wytycznych gospodarowania w lasach społcznych, których projekt opiniowaliśmy rok temu…
Komplikacja osiągnęła tu zawrotny stopień, ciężkostrawny dla zewnętrznego odbiorcy. Prosimy o pobłażliwość. Temat daje się na szczęście tymczasowo podzielić na dwa wątki:
1. Wytyczne z czterema scenariuszami, oraz - 2. Dalsze procedury pod egidą Instytutu Ochrony Środowiska. Dopiero oba wątki razem wzięte składają się na smutny obraz rytuału pogrzebowego.
Przypomnijmy że w procesie pilotażowym chodziło o kilkanaście aglomeracji (obecnie już dziewięć) przy których społeczna funkcja lasów z ustawy (obok funkcji gospodarczej i przyrodniczej) miała zacząć być traktowana jako wiodąca. Program obejmował około 3% powierzchni lasów publicznych pod zarządem Lasów Państwowych.
I. Wytyczne/cztery scenariusze
Ramowe wytyczne uległy w ciągu roku przestoju ciekawej metamorfozie. W czerwcu 2024 chodziło o równowagę między trzema sposobami odchodzenia od surowcowej gospodarki leśnej: przez wyłączenie, ograniczenie lub jej modyfikację. Teraz na trzecie miejsce wkradła się nowa kategoria „drzewostanów niestabilnych” przeznaczonych do pilnej przebudowy, a pozostałe zostały w znaczący sposób skonkretyzowane. Mamy więc cztery następujące scenariusze:
„Wyłączenia” (z pozyskania drewna), które zostały z góry ograniczone do maximum 14% powierzchni danego nadleśnictwa (z powodów czysto ekonomicznych), a także obwarowane co najmniej dwiema restrykcjami: pod kątem ich dopuszczalności z powodów przyrodniczych, jeśli chodzi o ich dostępność dla ludzi – jedno i drugie odsyła nas do punktu II. Procedury (patrz niżej)
„Ograniczenia”, które przybrały w finalnej wersji wytycznych postać tzw. leśnictwa bliższego naturze (międzynarodowy standard Closer to Nature Management) gdzie stosuje się rębnie złożone lub przeręb (co już Lasy Państwowe zaczynają wdrażać w lasach podmiejskich). Tu na szczególną uwagę zasługuje założenie o niewycinaniu więcej niż 10% masy w 10 lat, co z grubsza równa się dalszej realizacji założenia, że drzewa nie mają się zbytnio zestarzeć z punktu widzenia surowcowego (wycina się je gdy przestają szybko przyrastać z powodów surowcowych i ekonomicznych). Czyli w sumie zmiana niewielka.
Dla porównania, Pracownia na rzecz wszystkich istot opracowała kilka lat temu ambitny projekt ustawy, gdzie standard Closer to Nature miał być realizowany na 80% powierzchni pod zarządem LP (a pozostałe 20% miało podlegać takiej czy innej renaturalizacji – tzw. model separacyjny w odniesieniu do funkcji z ustawy). A my tu wciąż mówimy o targach o trzyprocentowy skrawek całego obszaru zarządzanego przez Lasy Państwowe.
Potem w wyliczeniu 4 kategorii następuje nowy wkład MKiŚ, czyli drzewostany niestabilne zagrożone zamieraniem, które trzeba szybko przebudować, „a wtedy za kilka-kilkanaście lat będziemy mieli zróżnicowany drzewostan”, jak usłyszeliśmy na webinarze. Na ten temat patrz ostatnia opinia prof. Rykowskiego (przypis).
I na końcu mamy „modyfikacje”, czyli w sumie deklarację że tradycyjna surowcowa gospodarka obliczona na hodowlę drzewostanów produkcyjnych będzie prowadzona comme il faut - bez aktualnych uchybień wobec cywilizowanych standardów, czyli bez np. tworzenia monokultur, bez masowych cięć w okresie lęgowym itd.
Wszystko to zostaje opatrzone jawną deklaracją we wstępie, że w ramach planowania leśnego w najmniejszej jednostce jaką jest nadleśnictwo, spadek pozyskania drewna musi się bilansować i w związku z tym podlegać kompensacji (stąd kategoria 3, czyli drzewostany niestabilne). Co to oznacza? Tniemy mniej, ale jednak tyle samo. W ten sposób Ministerstwo po cichu powiela propagandę Lasów Państwowych, że ustawa o lasach wymusza na każdym nadleśnictwie równomierną realizację wszystkich trzech funkcji. Chodzi tu o tzw. model integracyjny polegający na symulowaniu, że da się jednocześnie realizować funkcję przyrodniczą, gospodarczą i społeczną pod maksymalny bilans ekonomiczny. (Co to jest w ogóle za pomysł żeby trzy kategorie z ustawy bezpośrednio przekładać na złożoną powierzchnię leśną? – ale o tym kiedy indziej).
Tymczasem ustawa niczego takiego nie nakazuje. Nieznane są jakiekolwiek wiążące ekspertyzy prawne w tej sprawie. W nadleśnictwie Gdańsk po długiej batalii pozyskanie drewna zostało zredukowane o połowę w ramach nowego planu i jakoś nikt z tego powodu nie idzie do więzienia za łamanie ustawy. Co więcej, funkcja gospodarcza jest w ustawie wymieniona na szarym końcu. Owszem, między poszczególnymi paragrafami ustawy dają się zaobserwować sprzeczności (ten wątek rozwinęli kiedyś Rykowski z Zaleskim – patrz przypis). W samych Lasach Państwowych istnieją jednak od dawna rozwiązania przewidziane na wyjątkowe sytuacje (w tym rezygnację z funkcji gospodarczej) ze względu na specyficzne warunki (np. gospodarstwo specjalne, albo przestojowe). Temu właśnie służy ogólnopolski Fundusz Leśny Lasów Państwowych, o którym też wspomniał na webinarze dyrektor Departamentu Leśnictwa i Łowiectwa Radomir Dyjak. Bo przypomnijmy, że mówimy o kilkunastu nadleśnictwach na tle ponad czterystu w skali kraju, takich jak wspomniany Gdańsk.
II. Dalsze procedury, czyli lex Romowicz bis
Czekają nas, w kolejce z innymi aglomeracjami dalsze spotkania konsultacyjne i legalizowanie wyników. Proces pilotażowy będzie znów rozłożony w czasie i realizowany sukcesywnie przez Instytut Ochrony Środowiska, który zamierza teraz powtórnie „mapować interesariuszy” na podstawie informacji, które zbierało na ich temat MKIŚ. To mapowanie ma ściśle określone reguły. Koniecznie muszą w nim brać udział wszystkie możliwe strony („interesariusze”), czyli mieszkańcy, samorządowcy, inicjatywy leśne, NGO, ale przede wszystkim sami urzędnicy z danego nadleśnictwa i przedsiębiorcy, czyli oczywiście drzewiarze i podwykonawcy leśników – i oni wszyscy jak wiemy z doświadczenia rękami i nogami będą bronić każdego wydzielenia leśnego przed drugim, a zwłaszcza pierwszym scenariuszem. W wielu aglomeracjach wspierani będą przez zaprzyjaźnionych samorządowców - wszystko w ramach nagłośnionej ostatnio logiki a la lex Romowicz.
Jako inicjatywa leśna działająca pro bono mamy więc zaliczyć powtórkę z męczących, szargających nerwy utarczek, której namiastkę zaliczyliśmy ostatnio podczas „Zespołu Lojalnej Współpracy”, jak słusznie to nazywają złośliwi, przy naszym nadleśnictwie wokół planu na 10 lat.
Będziemy znowu tłumaczyć przeszkolonym urzędnikami LP i ich akolitom, że nie jesteśmy wielbłądami i że domagamy się wzmacniania ekosystemów, a nie np. zaprzestania wszelkich zabiegów sanitarnych. Wszystko w dobrze nam znanej toksycznej atmosferze aranżowanej przez obecną obsadę MKiŚ po wstępnym oddaniu kontroli nad procesem pilotażowym Lasom Państwowym (co dawno temu już zdiagnozowała Fundacja Lasy i Obywatele). Leśnikom będą wtórować zawsze jakieś głosy lokalnych drobnych polityków straszących śmiercią lub kalectwem w lesie i upadkiem ekonomicznym kraju. Ministerstwo wszystko to oczywiście skwapliwie zarejestruje, aby osiągnąć maksymalną zgodność z potrzebami drzewiarzy i Lasów Państwowych.
Stosownie do takiej logiki istotne jest dalsze rozwleczenie i dodatkowe skomplikowanie procesu przez MKiŚ i IOŚ. Dalszy etap ma być podzielony na geoankietę (MKIŚ przerzuca odpowiedzialność za jej promocję na Lasy Państwowe i samorządy) a potem spotkania „dokładnie zmapowanych” gremiów interesariuszy, którzy wytypują wreszcie obszary adekwatne do czterech kategorii. Potem będzie to podlegało ocenie bliżej nieznanych ekspertów IOŚ, a na koniec ocenie – rzecz jasna czyjej? Nadleśniczego. Który coś tam sobie wyjmie, coś doda lub odejmie…
Wisienką na torcie jest teoria dyrektora Dyjaka jakoby to, co obecnie robi Ministerstwo, było podyktowane koniecznością prawną. Wytyczne i procedura mają być „najbardziej ambitnym modelem który jesteśmy w stanie wdrożyć w obecnym porządku prawnym”. Dyrektor jakoby podąża jedyną realistyczną ścieżką - opartą na lakonicznym zapisie z ustawy o tym, że gospodarkę leśną prowadzi nadleśniczy. Czyli samo MKIŚ deklaruje i promuje autonomię Lasów Państwowych wobec państwa polskiego.
Jednak najbardziej ironiczny (i w tym przerażający) jest pomysł dyrektora, aby prawnie formalizować ustalenia pilotażu poprzez wnioski do odpowiednich nadleśnictw o realizację ustawowej funkcji ochronnej lasów. Tak zwane urealnienie ochronności lasów (ponad 50% obszaru zarządzanego przez LP ma status ustawowo ochronny a nie gospodarczy) to postulat, który podnosimy od kilku lat i co ministerstwo powinno przeprowadzić to urealnienie odgórnie z racji wieloletnich zaniechań państwa w tej sprawie. Podobnie jak dawno temu z automatu powinno wyłączyć z użytkowania przyrodniczo cenne fragmenty lasów.
Dyrektor Dyjak ma rację w jednym, co uczciwie przyznaje: że pojęcie gospodarki leśnej z ustawy jest bardzo ogólne i dopuszcza wiele scenariuszy, w tym priorytet funkcji ekosystemowych. Tym bardziej wątpliwe jest jednak przełożenie całego wysiłku Ogólnopolskiej Narady o Lasach na system scenariuszy, który przede wszystkim dostosowuje kategorie z pilotażu do najnowszej Instrukcji Urządzania Lasu stosowanej w Lasach Państwowych.
Przed nami wyłania się więc perspektywa kolejnej tury mozolnego wyszarpywania drobnych skrawków wspólnego zasobu przyrodniczego od instytucji Lasów Państwowych, która w tym samym czasie angażuje całą swoją machinę propagandową, aby przedstawiać skromny proces pilotażowy jako niebezpieczną rewolucję. Przy milczącym współudziale MKIŚ, które ustami dyrektora Dyjaka podkreśla, że istnieją „skrajne stanowiska”. Pozwala to ustawić się umiejętnie w pozycji niezaangażowanego arbitra.
W związku z tym można sobie zadać pytanie: czy w ogóle warto nadal w tym pilotażu uczestniczyć? To pewnie zależy od aglomeracji. U nas raczej nie warto szarpać na to nerwów, choć jak przyjdzie co do czego zapewne wszyscy zrobimy to – częściowo z obawy przed jeszcze gorszymi scenariuszami, a częściowo powodowani poczuciem obowiązku i iluzją minimalnej choć kontroli nad sytuacją…
Tak czy siak, dalszy etap procesu ustanawiania lasów społecznych należy uznać za spektakularną i jednocześnie spodziewaną polityczną porażkę MKIŚ w starciu z molochem Lasów Państwowych. Ministerstwo chciało zjeść ciastko i mieć ciastko, na co skarżą się nawet co bardziej przyzwoici leśnicy. A efekt jest taki, że obecnie przestało już grać nawet na siebie, jak pisaliśmy jesienią 2024 z Chęcin gdy ówczesny dyrektor tego molocha przeprowadził zapomnianą już niestety medialną prowokację. Dziś nie wiadomo kto z kim gra już do wspólnej bramki. A my idziemy w tym ponurym orszaku, z nogi na nogę, aby złożyć wieniec.
Na koniec dodajmy, że sam pomysł z czterema scenariuszami jest pod względem merytorycznym interesujący – lub byłby, gdyby dotyczył całego obszaru pod zarządem LP na terenie kraju. W odniesieniu do 3% tej powierzchni (lub docelowo po pilotażu do powiedzmy 5%) przemienia się niestety ostatecznie w ponurą farsę.
Tym bardziej że projektowany równolegle Narodowy Program Leśny, który miał wyznaczyć długofalowe zmiany dla całości kraju, i w którym pomysł czterech scenariuszy wręcz powinien pojawić się na stole, również nie rokuje poprawy sytuacji. Z różnych stron dochodzą do nas coraz poważniejsze sygnały, że NPL też zmierza prostą drogą do zabetonowania status quo, o czym przekonamy się pewnie już w lipcu.
Jesteśmy zatem świadkami i uczestnikami farsy politycznej – na tle jak zwykle ekonomicznym – generującej mnóstwo szumu i dezinformacji polaryzującej uczestników nieodwołalnie następującej zmiany społecznej w postrzeganiu wspólnych publicznych lasów. Ten chaotyczny spektakl pt: „Jak zrobić tak, żeby nic nie zrobić, na dodatek cudzymi rękami” zawdzięczamy niewątpliwie Ministerstwu. Jedno jest pewne: cicho nie będzie nad tą drewnianą trumną procesu pilotażowego.
Anna Kalina-Gagnelied, Marcin Pańków – Inicjatywa Las Młochowski
© 2026 The Ledger. All rights reserved.