Porozumienie Inicjatyw Lasów Chojnowskich
Lasy Nadleśnictwa Chojnów to lasy o wiodącej funkcji społecznej Aglomeracji Warszawskiej
Opinie - mieszkańcy
Klimat, ekosystem, leśnictwo
Krew w piach, czyli o wypalaniu energii społecznej - i unikaniu odpowiedzialności za zmianę
Anna Kalina-Gagnelied - Inicjatywa Las Młochowski
Do tej pory nie pojawił się oficjalny komunikat potwierdzający, że obszary lasów wyznaczone jako lasy o wiodącej funkcji społecznej będą honorowane przez leśników. Póki co komunikat z ich strony jest wręcz odwrotny.
Aktualnie wewnątrz tych niepewnych granic szeroko pojęci interesariusze mają wskazywać preferencje dotyczące fragmentów lasów. Niestety zostało to tak zaprojektowane, że grozi sytuacją, w której zdobyte dane co najwyżej posłużą do stwierdzenia gdzie rośnie najwięcej grzybów albo potwierdzenia w drodze ankiety przestrzennej, że w danej części lasu znajdują się zbiorniki wodne.
Aby ten proces zmiany miał sens kolejność działań powinna być inna: wstrzymać pozyskanie drzew dojrzałych na czas procesu, wyznaczyć obszary lasów społecznych zaczynając od obiektywnych kryteriów, dalej zastosować geoankietę by sprawdzić czy jakieś tereny ważne dla lokalnych społeczności, jak ten przysłowiowy i pogardzany przez niektórych hektar drągowiny sosnowej, nie jest jedynym "parkiem" w okolicy. Uaktualnić dane przyrodnicze i dla każdej lokalizacji opracować plan prowadzenia lasów uwzględniający ustalenia z opracowane podczas Ogólnopolskiej Narady o Lasach z 2024 roku oraz posiłkując się Narodowym Programem Leśnym z 2016 r. Dopóki lasy nie staną priorytetem w tej dyskusji a Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie zostanie rozliczone za konsekwencje źle przeprowadzonych zmian, nadal będziemy świadkami i uczestnikami istnego cyrku. Cyrk ten realnie służy polityce, polaryzacji środowisk i grup społecznych. Przede wszystkim służy zyskom zorganizowanych grup partykularnych interesów gdzie po drugiej stronie stoi grupa ludzi wyręczająca państwo w imię wspólnego dobra.
W kampanii wyborczej Koalicja Obywatelska ubrała się w zielone piórka, co przyszły premier teatralnie zaznaczył mówiąc o wyłączeniu z gospodarki leśnej 20 % lasów. To nie było przyjęcie postulatów społecznych, bo takich oczekiwań nie było, to była kiełbasa wyborcza, tyle, że zielona.
A tak realnie, gdzie jesteśmy dziś w trzecim roku rządów KO w kwestii lasów społecznych?
Ilu mieszkańców największych aglomeracji w Polsce wie, że od 2024 roku trwa bolesny proces dotyczący zmiany sposobu gospodarowania na terenie lasów otaczających te największe miasta?
Tego nie wie nikt, również samo Ministerstwo Klimatu i Środowiska, którego obowiązkiem jest monitorowanie procesów i informowanie o działaniach, którym patronuje. Proces ten został zainicjowany pod naciskiem mieszkańców miast i miejscowości podmiejskich, którzy widzieli jak krajobraz okolicznych lasów znika pod przysłowiowym toporem. W ostatnich latach pojęcie "lasów społecznych" zyskało nowy wydźwięk. Nie jest to wymysł nieodpowiedzialnych aktywistów, jak mieszkańców walczących z wycinkami malują: leśnicy, branża drzewna i niektóre media. Od dawna w dokumentach PGL LP funkcjonują zarówno: kategoria lasow ochronnych jak i Leśne Kompleksy Promocyjne. Obydwie te kategorie przynajmniej częściowo brały pod uwagę, że lasy podmiejskie powinny być prowadzone inaczej. Gdyby leśnicy serio traktowali te własne zapisy, które kiedyś stworzyli, przedstawiciele lokalnych ruchów leśnych nie musieliby dosłownie walczyć o każdy kawałek lasu. Ale leśnicy wygodnie dla siebie zapomnieli o tych już istniejących ustaleniach, bo dzięki temu wycinki wszędzie mogły iść w tym samym rytmie.
Ale ponieważ wcześniej zaufanie do leśników było wysokie, a skala wyrębów mniejsza to tzw. zwykli obywatele nie wnikali w to co znajduje się w dokumentach LP. A kiedy, w obliczu masowych wycinek z ostatnich lat, obywatele wypowiedzieli sakramentalne "Sprawdzam", to okazało się, że poza rezerwatami i innymi obszarami chroniącymi przyrodę jak parki narodowe, to wszystkie lasy traktowane są przede wszystkim jako zielone składnice drewna na pniu.
Zaznaczmy, że aktualnie dyskutowana powierzchnia lasów społecznych nie przekracza 2,5% z całości obszaru zarządzanego przez PGL LP.
W tym roku, w samym środku sezonu urlopowego, aktywowany został kolejny etap wyjątkowo nieudolnie zaprojektowanego pilotażowego procesu dotyczącego lasów społecznych. Od samego początku brakowało tu jasnych procedur, jednoznacznych wskaźników i realnego udziału MKiŚ. Panował chaos i niedopowiedzenia. Większość wysiłku społecznego z roku 2024 została zaprzepaszczona. To samo trzeba powiedzieć o wysiłku leśników i wojewodów, którzy zobligowani byli do prowadzenia tego etapu.
Do tej pory nie pojawił się oficjalny komunikat potwierdzający, że obszary lasów wówczas wyznaczone będą honorowane przez leśników. Póki co komunikat z ich strony jest wręcz odwrotny.
Aktualnie wewnątrz tych niepewnych granic szeroko pojęci interesariusze mają wskazywać preferencje dotyczące fragmentów lasów. Niestety zostało to tak zaprojektowane, że grozi sytuacją, w której zdobyte dane co najwyżej posłużą do stwierdzenia gdzie rośnie najwięcej grzybów albo potwierdzenia w drodze ankiety przestrzennej, że w danej części lasu znajdują się zbiorniki wodne.
Otóż MKiŚ efekty swojej pierwszej porażki zrzuciło na Instytut Ochrony Środowiska, który zmuszony jest do grania roli instytutu badania opinii publicznej. IOŚ przygotował geoankietę, która rzekomo ma być pomocna w określeniu jak leśnicy będę gospodarować na danym fragmencie lasu biorąc pod uwagę cztery wcześniej opracowane scenariusze.
Jeśli w tekście wydaje się to zagmatwane, to w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Geoankieta aby była skutecznym narzędziem powinna być sensownie dystrybuowana tak by jest respondenci stanowili grupę reprezentatywną. Informować o istnieniu narzędzia mają leśnicy i samorządy.
I tu pojawiają się zasadnicze pytania:
- czy środek wakacji to najlepszy moment na rozpoczęcie akcji
- czy w przypadku geoankiety właściwszym nie byłoby prowadzenie całej akcji przez jeden podmiot, w przeciwnym razie powstaje problem z monitorowaniem czy dane są reprezentatywne i czy potrzebna jest ich korekta
- czy oba rodzaje instytucji zostały zaopatrzone we właściwe procedury promocji narzędzia i czy będą w jakikolwiek sposób z niej rozliczane
- czy IOŚ, instytucja specjalizująca się w ochronie przyrody, ma kompetencje do prowadzenia konsultacji społecznych, jakich zatrudniła specjalistów w celu zapewnienia sobie właściwego wsparcia
- w jaki sposób zapewniono reprezentatywność ankiety
- aktualnie ankieta jest w 100 % anonimowa i jej uczestnicy nie są weryfikowani, co otwiera szerokie pole do manipulacji
- jak odpowiedzi zostaną przekształcone w wyznaczenie terenów pod cztery scenariusze gospodarki leśnej.
- czy zgromadzone dane będą jawne
Jednak pytanie zasadnicze brzmi: Czy zostanie opublikowany protokół analizy danych z geoankiety, określający sposób agregacji wskazań i przypisywania obszarów do czterech scenariuszy gospodarowania? Bez takiego protokołu eksperci otrzymują bardzo dużą swobodę interpretowania wyników już po ich zobaczeniu. To jest, najsłabszy punkt tego narzędzia, stanowiący krytyczny błąd podczas jego stosowania.
Jako narzędzie partycypacyjne geoankieta może być wartościowa: pokazuje miejsca i funkcje, których eksperci mogli nie dostrzec. Natomiast jako narzędzie do mierzenia preferencji społecznych jest słaba, o ile nie zostanie uzupełniona kontrolą jakości i bardzo ostrożną interpretacją. Nie może ona rozstrzygać, jaki odsetek mieszkańców popiera określony model gospodarki.
Czym realnie jest obecny etap pilotażowego procesu wyznaczania lasów o wiodącej funkcji społecznej?
Jest ucieczką od wzięcia odpowiedzialności przez MKiŚ. Dlaczego? Otóż od samego początku przedstawiciele oddolnych ruchów leśnych wnioskowali by w procesie tym przede wszystkim wziąć pod uwagę wskaźniki obiektywne takie jak np. formy ochrony przyrody, odległość od miasta i jego wielkość, zaludnienie, stopień urbanizacji, ilość m2 lasu przypadających na mieszkańca, powierzchnia lasów w stosunku do wielkości gminy na terytorium której leżą, odległość do ogrodów działkowych, ośrodków wypoczynkowych, uzdrowisk, lokalne zasoby wodne, kąt nachylenia terenu, położenie w stosunku do zakładów produkcyjnych, infrastruktury drogowej, kolejowej.
Do tych wszystkich obiektywnych danych Ministerstwo ma dostęp. Niestety mimo licznych wniosków strony społecznej by wziąć je pod uwagę, nigdy to nie nastąpiło. Nie podjęto decyzji o tym by lasy na obszarach obciążonych antropopresją, szczególnie cenne przyrodniczo lub pełniące rolę jedynych obszarów zielonych na danym terenie prowadzone były tak by funkcja przyrodnicza i społeczna dominowały nad produkcyjną.
Zamiast tego obywatelom serwuje się kosztowne teatrum podtrzymujące fikcję, że dokądś wszystkie te działania prowadzą. Co gorsza to teatrum dzieje się kosztem państwowych pieniędzy, zasobów instytucjonalnych, kosztem wypalania zaangażowania społecznego. Faktycznym celem tych działań wydaje się być używanie narzędzia rzekomo obiektywnego, do podtrzymania gospodarki surowcowej w prawie niezmienionym stanie nawet na tym faktycznie niewielkim obszarze.
Biorąc pod uwagę, że dotyczy to dosłownie milionów obywateli mieszkających w skupiskach na terenie całej Polski i mniej niż 3% powierzchni lasów to trudno nie myśleć tu o złej woli czyli walce o zachowanie status quo za wszelką cenę.
Geoankieta jako narzędzie użyta w tym przypadku stawia sytuację na głowie. Zazwyczaj stosowana jest aby zweryfikować wcześniejsze ustalenia powstałe na podstawie danych obiektywnych. Ustalenia ekspertów, planistów są uzupełniane, wzmacniane przez dodanie informacji szczegółowych pochodzących z terenu, od użytkowników. Tu jest to zaplanowane dokładnie odwrotnie, subiektywne wrażenia i doświadczenia mają być podstawą do mapowania dla profesjonalistów. Absurd sytuacji staje się tym wyraźniejszy, że realnie kiedy spytamy o lasy to giną one w ekonomiczno-instytucjonalnej zamieci. A realnie powinno chodzić o lasy, ekosystemy leśne. Tymczasem nie chodzi o lasy, nie chodzi o ludzi, chodzi o…drewno, czyli prymat wizji PGL LP nad lasami w Polsce, dysponowanie środkami pozyskiwanymi przez tę korporację oraz o potencjalne zaplecze polityczne. Zaproponowane przez ekspertów pracujących dla IOŚ cztery scenariusze nie różnią się znacząco od obecnego gospodarowania lasami. Widzą je oni nadal głównie jako przez pryzmat drzewostanów, drewna do pozyskania.
Aby ten proces zmiany miał sens kolejność działań powinna być inna: wstrzymać pozyskanie drzew dojrzałych na czas procesu, wyznaczyć obszary lasów społecznych zaczynając od obiektywnych kryteriów, dalej zastosować geoankietę by sprawdzić czy jakieś tereny ważne dla lokalnych społeczności, jak ten przysłowiowy i pogardzany przez niektórych hektar drągowiny sosnowej, czy nie jest jedynym "parkiem" w okolicy. Uaktualnić dane przyrodnicze i dla każdej lokalizacji opracować plan prowadzenia lasów uwzględniający ustalenia z opracowane podczas Ogólnopolskiej Narady o Lasach z 2024 roku oraz posiłkując się Narodowym Programem Leśnym z 2016 r.
Dopóki lasy nie staną priorytetem w tej dyskusji a Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie zostanie rozliczone za konsekwencje źle przeprowadzonych zmian, nadal będziemy świadkami i uczestnikami istnego cyrku. Cyrk ten realnie służy polityce, polaryzacji środowisk i grup społecznych. Przede wszystkim służy zyskom zorganizowanych grup partykularnych interesów gdzie po drugiej stronie stoi grupa ludzi wyręczająca państwo w imię wspólnego dobra. W efekcie epidemii złego rządzenia, wcześniej lub później nie będziemy mieć ani lasów, bo nie uniosą i zmian klimatu i ciśnienia ekonomicznego, ani zaangażowania społecznego, bo kolejne grupy obywateli przekonają się, że zwyczajnie nie warto się angażować, bo to faktycznie nic nie zmienia.
W przypadku lasów społecznych mówimy nie o fanaberiach wąskiej grupy, a o ochronie zagrożonych zasobów biologicznych, wodnych i glebowych, o filtrze powietrza, hałasu dla milionów obywateli, ważnym składniku budującym mikroklimat, ostatnich oazach bioróżnorodności w kraju gdzie zarządzanie przestrzenią polega na bezładnym rozdrapywaniu cennych obszarów. Mówimy o zerodowanych wyspach natury wokół dużych miast gdzie rzesze współcześnie żyjących Polaków, w tym niespokojnym czasie, choć przez chwilę mają możliwość poczucia, że gdzieś jeszcze zaznać można spokoju, piękna i harmonii. Mówimy o miejscach gdzie szukają zdrowia fizycznego i psychicznego, gdzie mogą uczyć swoje dzieci jak budować więź z przyrodą, gdzie starzy ludzie patrząc na wiekowe drzewa mogą poczuć, że mimo upływu czasu coś dobrego trwa i jest niezmienne.
Anna Kalina-Gagnelid
Inicjatywa Las Młochowski
© 2026 The Ledger. All rights reserved.